Wizyta znajomych stała się dobrym pretekstem do próby generalnej muffinów na Boże Narodzenie, których pomysł kłębi mi się w głowie od jakichś dwóch tygodni. Muffiny powstały i... chyba stworzyłam potwora ;) Bo - o ile znam swoją rodzinę i piernikowych żarłoków, to będę musiała piec je na okrągło i w ogromnych ilościach ;)
Składniki suche:
2,5 szklanki mąki
1 szklanka cukru
1 torebeczka cukru cynamonowego
1 (kopiasta) łyżeczka przyprawy do piernika
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 (kopiaste) łyżeczki kakao
składniki mokre:
rozpuszczone pół kostki masła
200-250 g jogurtu naturalnego
2 jajka
(dodałam jeszcze łyżeczkę płynnego miodu - nie wiem, czy jakkolwiek wpłynęło to na smak muffinów, ale jak piernikowe, to piernikowe :)
dodatki:
skórka pomarańczowa w słusznych ilościach
aromat pomarańczowy
powidła śliwkowe
Muffiny robi się standardowo - wymieszać wszystkie składniki mokre, wymieszać wszystkie składniki suche, wymieszać wszystko razem. Do tego "razem" dodać skórkę pomarańczową i aromat. Nakładać do foremek łyżkę ciasta, łyżkę powideł i łyżkę ciasta - ponieważ jest dość gęste, można mu trochę pomóc w odpowiednim ułożeniu się, żeby z muffinów nie powstał przekładaniec ;)
Piec ok. 20-25 minut w 180 stopniach - tak standardowo piekłam wszystkie muffiny na bazie tego przepisu w piekarniku elektrycznym i wychodziły idealnie. W moim piekarniku gazowym, z którym wciąż się zmagam, muffiny musiały się piec ok. pół godziny, i to w wyższej temperaturze... Czyli po prostu trzeba być czujnym :)
Wyszły - nie chwaląc się - rewelacyjnie :) Myślałam jeszcze nad dodaniem orzechów (ale ponoć teść ma alergię, muszę się dopytać) i polewy czekoladowej - wtedy byłyby już chyba świątecznym ideałem :)
...a zapach w mieszkaniu - też idealny ^^
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 grudnia 2010
sobota, 10 lipca 2010
Biust Balladyny :D
I znów muffiny. Następnym razem już zmienię branżę, obiecuję ;)
Oczywiście najlepsze na świecie muffiny z białą czekoladą i malinami robi Clea, i tu nie ma dyskusji. Niemniej – skoro wyżej wspomniana do tej pory nie zamieściła tu przepisu, to ja wklejam swój. Co prawda nie ten najlepszy na świecie (też mam, ale w ferworze trzech mieszkań akurat nie przy sobie), tylko taki z głowy. Czyli ulubiony podstawowy + maliny, ale jeszcze przypomnę:
składniki suche:
2,5 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
łyżeczka cukru waniliowego
łyżeczka sody oczyszczonej
łyżeczka proszku do pieczenia
składniki mokre:
2 jajka
1/2 kostki rozpuszczonego masła
ok. 200g jogurtu naturalnego
do tego posiekana tabliczka białej czekolady i maliny – jak dla mnie, to im więcej, tym lepiej, ale wystarczyły jakieś dwie garście + po jednej na każdą muffinkę (każdego muffina?) do dekoracji.
Muffiny robi się klasycznie – zmieszać mokre składniki, zmieszać suche składniki, zmieszać wszystko razem. Dorzucić posiekaną czekoladę, zamieszać, a potem delikatnie dodać maliny i jeszcze delikatniej zamieszać, coby się za bardzo nie rozczłonkowały. Nakładać do wysokości 3/4 foremki, na czubku każdej wcisnąć malinę, wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec ok. 20-25 minut. I gotowe :)
A jeśli chodzi o nazwę, to.. . cóż... wybaczcie, ale taki się wymsknął tytuł roboczy i już tak zostało ;)
Oczywiście najlepsze na świecie muffiny z białą czekoladą i malinami robi Clea, i tu nie ma dyskusji. Niemniej – skoro wyżej wspomniana do tej pory nie zamieściła tu przepisu, to ja wklejam swój. Co prawda nie ten najlepszy na świecie (też mam, ale w ferworze trzech mieszkań akurat nie przy sobie), tylko taki z głowy. Czyli ulubiony podstawowy + maliny, ale jeszcze przypomnę:
składniki suche:
2,5 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
łyżeczka cukru waniliowego
łyżeczka sody oczyszczonej
łyżeczka proszku do pieczenia
składniki mokre:
2 jajka
1/2 kostki rozpuszczonego masła
ok. 200g jogurtu naturalnego
do tego posiekana tabliczka białej czekolady i maliny – jak dla mnie, to im więcej, tym lepiej, ale wystarczyły jakieś dwie garście + po jednej na każdą muffinkę (każdego muffina?) do dekoracji.
Muffiny robi się klasycznie – zmieszać mokre składniki, zmieszać suche składniki, zmieszać wszystko razem. Dorzucić posiekaną czekoladę, zamieszać, a potem delikatnie dodać maliny i jeszcze delikatniej zamieszać, coby się za bardzo nie rozczłonkowały. Nakładać do wysokości 3/4 foremki, na czubku każdej wcisnąć malinę, wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec ok. 20-25 minut. I gotowe :)
A jeśli chodzi o nazwę, to.. . cóż... wybaczcie, ale taki się wymsknął tytuł roboczy i już tak zostało ;)
niedziela, 14 marca 2010
Wiosna w dolinie muffinków
Wiosna w dolinie muffinków to nie jest hasło jednorazowe, to jest, proszę państwa, założenie programowe ;)
Tym razem stworzyłam jasną (earl grey, herbaciany posmak i dżem pomarańczowy) i ciemną (czekolada i wiśnie) stronę muffinkowej mocy, i obydwie okazały się mieć zagorzałych zwolenników ;]
Oparte są na moim ulubionym przepisie podstawowym
[2,5 szklanki mąki, 3/4 szklanki cukru, łyżeczka proszku do pieczenia, łyżeczka sody, szczypta soli,
2 jajka, 1/2 rozpuszczonej kostki masła, ok. 200g jogurtu]
przy czym do wersji jasnej - herbacianej dosypałam łyżeczkę drobno zmielonej herbaty (tu konkretnie liściasty earl grey tetley, nadaje się wspaniale) i dolałam esencję z zaparzonej łyżeczki herbaty w 1/4 szklanki wrzątku (razem z fusami! ;). Do tego skórka pomarańczowa, dżem pomarańczowy w środek i już ;) Ciasto zrobiło mi się rzadkie, dosypałam troszkę mąki (czyli szklanki powinny być "z czubkiem") i straciłam nadzieję, ale muffiny pięknie wyrosły. Są miękkie i pyszne, a w ogóle najlepsze są następnego dnia (o ile dotrwają ;)
Ciemne - czyli czekoladowe z wiśniami - to już wybitna prościzna ;) Do sypkich składników dodaje się 3 łyżki kakao, do każdej muffinki łyżkę wiśniowej konfitury, i już. Jako amatorka aromatów dodałam troszkę tego rumowego, i to był dobry pomysł ;)
A wiosna kiedyś musi przyjść i ja wcale nie widzę tego śniegu za oknem. Wca-le.
wtorek, 2 marca 2010
Inauguracja, czyli muffiny cytry-nowe
Ponieważ Awnee zrzeka się honorów inauguracji, rozpocznę ja - przepisem na całkiem wiosenne muffiny cytrynowe, które są le-nową wariacją w oczekiwaniu na wiosnę, zainspirowaną marmoladą cytry-nową ;)
Muffiny cytrynowe
Potrzebne będą:
[składniki suche]
2,5 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru + 1 duża łyżka cukru waniliowego (na moim było napisane "2x mocniejszy", więc można wziąć trochę więcej)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
[składniki mokre]
2 jajka
1/2 kostki masła (rozpuszczone i przestudzone)
ok. 200g jogurtu naturalnego (wzięłam mniej więcej połowę kubeczka o pojemności 390g ;)
[dodatki]
marmolada cytrynowa (znaleziona w almie ;) myślę, że inne cytrusowe dżemy też mogłyby się nadawać)
tabliczka białej czekolady (posiekana na drobne kawałki)
skórka pomarańczowa (kandyzowana, wzięłam kopiastą łyżkę :)
A, i jeszcze! Jeśli ktoś (jak Le na przykład ;) lubi tzw. "ordynarny cytryniak ze sklepu", to może dodać troszkę aromatu cytrynowego. Ja dodałam i sobie chwalę ;)
Muffinki robi się klasycznie - muffinkowo, czyli mieszamy wszystkie suche składniki, mieszamy wszystkie mokre, mieszamy wszystko razem, dorzucamy dodatki (oprócz marmolady) i mieszamy raz jeszcze, niezbyt dokładnie. Do foremek nakładamy łyżkę ciasta, łyżkę marmolady i łyżkę ciasta, w moich muffinkach trochę ciastu pomagałam, żeby się w miarę równomiernie rozłożyło. Foremki powinny być wypełnione tak w ok. 2/3 wysokości. Wstawiamy muffiny do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i pieczemy 20 minut. W końcowej fazie pieczenia trzeba je uważnie obserwować, bo jeśli kawałki czekolady wydostaną się na wierzch ciasta i spłyną, to mogą się łatwo przypalić (ale wtedy i tak smakują jak karmel ;)
I to wszystko. Smacznego ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




